O NAS

Zainteresowania, pasja i hobby nie są dziełem przypadku. Drzemią ukryte czekając na właściwy moment, który pozwoli nam poznać siebie poprzez ich ujawnienie, rozwijanie, pielęgnowanie i trwanie…

WSPOMNIENIA I AKTUALNOŚCI

01

Kasia

02

Przemek

03

Pamela

04

Jagienka

Myślę, że było mi to pisane… Od najmłodszych lat towarzyszyły mi zwierzęta, a pierwszym była kotka MURZYNKA wiernie dotrzymująca mi towarzystwa, gdy 6 tygodni leżałam w separacji „walcząc” z żółtaczką zakaźną. Miałam wtedy 6 lat i była to moja pierwsza odpowiedzialność za drugie istnienie. Potem był mieszaniec REX – wierny indywidualista, który na każdym kroku starał się odwdzięczyć za uratowane mu życie.

Pamiętam (mimo wielu lat, które minęły) potrąconego przez samochód obcego psa i pamiętam ogromny wysiłek towarzyszący dźwiganiu rannego psa, któremu nikt nie chciał pomóc. Był nieufny, warczący na każdego, kto zbliżał się i stanowił zagrożenie, a siedmioletniemu dziecku poddał się bez protestu przeczuwając zapewne ciąg dalszy.

Potem była pierwsza rasowa suczka szkocki owczarek collie – prezent od mojej Cioci na 10-te urodziny(zdj.1). BLACK BERRY Wrzosowa Polana nie zdobywała laurów wystawowych bo w pogoni dnia rodzicom nie starczało czasu na taką pasję. Była dla mnie, do kochania – tak jak jej siostra BERTA i matka SIMCA. Wychodząc na spacery do lasu w takiej asyście czułam się bezpieczna (zdj.2) i jakże ważna…

Owczarki szkockie były rasą, która „wryła” w moją świadomość do tego stopnia, że w każdym psie poszukiwałam tych charakterystycznych cech tak odpowiadających mojemu usposobieniu.

W moim dorosłym życiu pojawił się cocker spaniel EFFENDI (zdj.3), który utwierdził mnie w przekonaniu, że uroda to nie wszystko.(zdj.4) Wtedy wiedziałam już, że człowiek i pies muszą sobie charakterologicznie odpowiadać.

Basset Hound SEIKO (ur. w 1985r) (zdj.5) ze swoim stoickim spokojem i filozofią też nie była tym, czego poszukiwałam. Razem z bloodhoundką PANDĄ UROCZĄ Pigramik (zał.-1) (zdj.6) stanowiły doskonały tandem kłapouchych.(zdj.7) Od PANDY i jej hodowców pp. Grażyny i Piotra Mikołajczaków zaczęło się nasze wystawianie.

05

zdj.1

06

zdj.2

07

zdj.3

Wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, czym tak naprawdę jest pasja kynologiczna. Dla nas było to hobby bezinteresowne, bezstresowe i czyste. I tak wystawiając naszą bloodhoundkę pierwszy raz na Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych w Poznaniu w 1987r „zakosztowaliśmy” sukcesu. Tytuł Zwycięzcy Polski w klasie młodzieży wywołał w nas tylko radość.

08

zdj.4

09

zdj.5

10

zdj.6

Drugiego dnia wystawy chcieliśmy zobaczyć największe psy, czyli irish wolfhounds. W hali szczeniąt mimo zgiełku i hałasu smacznie pochrapywał miot czteromiesięcznych szczeniąt tej rasy.

Dzięki uprzejmości hodowcy p.Ździechowskiego wieczorem gościliśmy mamę małych wilczarzy CANTAMEN i jej córkę RITĘ Tuberoles.(zał-2) Miłość od pierwszego wejrzenia! Tylko tak można nazwać to, co potem nastąpiło. Nie czekaliśmy długo, bo już we wtorek wieźliśmy do domu RITĘ… i tak zaczęła się nasza pasja po tylu latach odnaleziona – CHARTY!

W 1987 roku mieliśmy już więc 3 psy: SEIKO, PANDĘ i RITĘ (zdj-10). Małe mieszkanie w bloku nie stanowiło przeszkody. Dzięki zaangażowaniu naszych córek Tiny i Miłki oraz Rodziców – niemożliwe stało się wykonalne.

Blok, w którym mieszkaliśmy usytuowany był w lesie, a dom, w którym mieszkają Rodzice ma piękny angielski ogród ze starymi potężnymi dębami. Właśnie pod dębem stanął nasz pierwszy kojec o nieregularnych kształtach z wejściem do domku campingowego dającego schronienie w czasie niepogody. Tam właśnie nasze psy rezydowały w ciągu dnia. Do perfekcji mieliśmy opanowany rozkład dnia i trasę, którą 2x dziennie (chodząc zawsze okrężną droga przez las) pokonywaliśmy. Nie przyszło nam do głowy, że może jest to uciążliwe czy też kłopotliwe. Mieliśmy psy (i to duże psy), które wymagały nie tylko właściwych warunków, ale także pielęgnacji, pieszczot i odpowiedniej dawki ruchu.

To były bardzo piękne czasy. Byliśmy szczęśliwi – mieszkaliśmy w otoczeniu pięknych lasów i nad rzeką. Spacer był naturalną kolejnością planu dnia a nie wyprawą za miasto. Mieszkając w Kowanówku Sanatorium doczekaliśmy się dzieci PANDY Pigramik (bloodhoundki) (zał-3) (zdj.8, zdj.9) i dwóch miotów RITY (zał-4).

Tutaj przeżyliśmy cztery skręty żołądka PANDY, które skończyły się resekcją połowy żołądka. Żyła w znakomitej kondycji jeszcze 8 lat…

Przez wszystkie lata trwania naszej pasji wiemy, że Irish wolfhounds i Galgos Espanoles to jest TO!

11

zd.7

12

zdj.8

13

zdj.9